Feed on
Wpisy
Komentarze

In memoriam: Aryton Senna

To był 1 maja 1994 r. Miałem nawet zaproszenie. Jednak z przyczyn rodzinnych nie mogłem w ten weekend jechać do San Marino na tor Imola…

Czytaj dalej »

Żyć jak Kiwi (RIP!)

Tak w ogóle to you tube z jednej strony oszczędza mi sporo czasu. Z drugiej jednak strony trochę to zubaża całokształt sprowadzając moje zapiski do banałów. Złotego środka nie ma niestety, dlatego Ty, odwiedzający czasami moją, radosną twórczość musisz uzbroić się w cierpliwość…

Czytaj dalej »

Formuła 1 na żywo w sieci…

Klikając w tą linkę można oglądać F1 na żywo. Treningi, kwalifikacje, wyścig…

Bez reklam i durnowatych komentarzy dzisiejszych znawców F1.

http://mad-max.coolpage.biz/f1player.html

Enjoy!

Ble ble ble

Ten wpis się nie liczy. Tj. ten co tu był uprzednio napisany w nocy, zanim to wyedytowałem ;-)

Strasznie (8—) i w ogóle to nie prawda…

Jak już napisałem uprzednio nie mam czasu na zapiski, więc tym bardziej jestem usprawiedliwiony.


Więc może teraz coś ad rem(bo w końcu znowu UTuba mi przyszła z pomocą…) : Czytaj dalej »

Ja tu jeszcze wrócę! ;)

Niestety (a może i stety) nie dane mi jest aktualizowanie mojego dzienniczka pokładowego, jakim jest tenże blog (Hmm,jak brzmi zdrobnienie od tego słowa? Bloguś?)… Mam wielopłaszczyznowo wiele do roboty ;-/ Ostatnio nawet :-P, aczkolwiek zajmuje to wiele czasu, który niestety się już nie wróci. A jak ktoś mądry powiedział mi kiedyś: trzeba korzystać z okazji, bo mogą się więcej nie powtórzyć. Więc pracuję,kombinuję, analizuję. Czyli jak zwykle. I jest mi dobrze z tym, ale czasu brakuje :-( Tyle chciałbym jeszcze zrobić. Dlatego też się nie poddaję i nie mogę umrzeć tak młodo. Jak mówi piosenka, którą tutaj niniejszym zamieszczam jestem permanentnie zajęty i takim będę jeszcze pewien czas. Cierpliwości ;-) .

Zmiana czasu jest kompletną głupotą (oczywiście z tzw. letniego na zimowy) - gdyż każdy chce żeby Słońce zachodziło później i nagle nie skracano nam dnia… A że ludzi już zdążono wytresować posłużę się cytatem z Suworowa (filmik z youtube zamieszczę na końcu…):

“- Dziś zaczniemy od omówienia twojego wypracowania o tym, jak zniewolić sto milionów wolnych obywateli. Wiesz, Feniks, muszę przyznać, że nie wszystko w twoim wypracowaniu jest dla mnie jasne.
- A cóż w tym niejasnego? Jest defilada na Placu Czerwonym. W każdym szeregu po dwudziestu ludzi. W każdym sektorze dziesięć szeregów, dwustu ludzi. Tych sektorów jest po horyzont. Maszerują równo, aż miło patrzeć. Każdy żołnierz przez okrągły rok wyciskał z siebie siódme poty, szkoląc się na defiladę. I to nie tylko w Moskwie, ale wszędzie. Pytanie: czy wyrzucanie wyprostowanych nóg powyżej pasa, wypinanie piersi i zadzieranie brody powyżej nosa przydatne jest na wypadek działań wojennych? Po co tracić czas na ćwiczenie kroku defiladowego? Odpowiedź: po to, żeby zmusić tysiące ludzi do reagowania w sposób bezrefleksyjny, przyzwyczaić ich do słuchania rozkazów, a nie zdrowego rozsądku. Czytaj dalej »

Wesołych Świąt!

Dziś żadnego moralizatorstwa nie będzie. (Z góry przepraszam zawiedzionych).

Będzie coś niebanalnego (no ale tak jest zawsze ;-) ). Coś nielicującego z kulturą masową ale korespondującego z dzisiejszym Świętem. Dante. Fragment Boskiej komedii (w przekładzie Aliny Świderskiej).

PIEŚŃ VII
Beatrycze o wcieleniu i odkupieniu

- Osanna, sanctus Deus sabaoth
superillustrans claritate tua
felices ignes horum malachoth.
Tak kiedy głosu dźwięki dalej snuła
na swoją nutę istota świetlana,
co ją podwójna jasność w blaski skuła,
razem z innymi uwielbiła Pana
wzlotem tanecznym, i w niebios manowiec
w tym roju iskier leciała porwana. Czytaj dalej »

Rozbitek…

The only survivor of a shipwreck was washed up on a small, uninhabited island. He prayed feverishly for God to rescue him. Every day he scanned the horizon for help, but none seemed forthcoming. Exhausted, he eventually managed to build a little hut out of driftwood to protect him from the elements, and to store his few possessions. One day, after scavenging for food, he arrived home to find his little hut in flames, with smoke rolling up to the sky. He felt the worst had happened, and everything was lost. He was stunned with disbelief, grief, and anger. He cried out, “God! How could you do this to me?” Early the next day, he was awakened by the sound of a ship approaching the island! It had come to rescue him! “How did you know I was here?” asked the weary man to his rescuers. “We saw your smoke signal,” they replied.

Jak marzec to … Genewa ;-)

    Jak Genewa to Palexpo. Jak Palexpo to samochody. Jak samochody to mój żywioł ;) Zatem będzie coś o samochodach. Ale zanim do tego przejdę coś ad rem też trzeba napisać… Genewa- zawsze moim marzeniem, było aby pojechać na ten najsłynniejszy salon samochodowy. Jako, że swoje marzenia spełniam albo spełniają się same z Bożą pomocą(i czasem po kilku latach, zapominasz aż tu nagle, niespodziewanie…), to i tam się wybrałem swego czasu. zeus.jpgGenewa jest piękna (i wietrzna). Specjalnością tamtejszej kuchni - okonie - z jeziora (tak naprawdę z Polski - w Jeziorze Genewskim nie ma ich zbyt dużo/ TERAZ POLSKA!/). Palexpo - też robi wspaniałe wrażenie i niezapomniane. Wszystkie oczka mi się śmiały. Morał z tego taki, że nawet jak coś nam w duszy gra, odkładamy to ad Kalendas Graecas to nigdy nie wiadomo co nam Opatrzność podsunie ;-). Może mały cytacik na jaki ostatnio natrafiłem : Marzenia to niczym nie zmącona rozkosz , a oczekiwanie na ich spełnienie to prawdziwe życie. /Victor Hugo/. Łeee tam pierdoły…

Czytaj dalej »

Ambitne seriale (vol. III)

    Wczoraj była niedziela laetare. Czyli tradycyjne przełamanie postu (Kościół nakazuje nam się radować aby post nam się nie przykrzył :) ). Było miło.
W związku z tym kontynuuję serię serialową, gdyż parę nowych pozycji w wolnych chwilach moje piękne oczęta widziały…

Shark i American Dad trzymają poziom, tak samo Two and a half man (z Charlie Sheenem), Boston Legal również (szczególnie odcinek w którym Danny Crane wstrzykuje sobie botox w czoło).


Z czystym sumieniem chciałbym jednak polecić dwie nowe serie:

Czytaj dalej »

Odpis 1%

Jako, że zbliża się czas gdy rozliczamy się z Fiskusem mam prośbę & propozycję.

Jest taka fundacja, opiekuje się ponad 1200 osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Nosi ona imię Św. Brata Alberta i mieści się w podkrakowskich Radwanowicach, a prezesem jest ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Można pomóc tym ludziom pokrzywdzonym przez los i to w sposób najlepszy - bo anonimowy. Wystarczy polecić swojemu księgowemu aby przy wypełnianiu PITu wpisał w odpowiednie rubryki następujące dane :

- nazwę: FUNDACJA IM. BRATA ALBERTA

-nr KRS 0000028246

Nas to nic nie kosztuje a komuś z całą pewnością pomoże.

kosovo.jpgJest to pierwszy tekst o polityce od bardzo, bardzo długiego czasu…(kiedyś to był mój konik, potem poszedłem po rozum do głowy uświadamiając sobie, że to jest bagno…). Właśnie wróciłem z nart (nie było co prawda tak cudownie jak tydzień temu – ciężki [mokry] śnieg, brak dreszczyka emocji i napięcia, ale i tak było dobrze). Słoneczko świeci i 17 C jest na polu (o właśnie! Na temat etymologii tego słowa też zrobię wpis!!!). Przed domem kwitną Przebiśniegi. Pierwszym zamysłem było napisanie czegoś o Serbii i Kosowie z pozycji historycznych. Potem jednak przyszedł drugi zamysł - będzie to coś z pozycji politologicznych, przy czym postanowiłem wspomnieć również o nowej polityce zagranicznej RP (tj. rządu Donaldu Tusku). Prosecco jest mi natchnieniem więc zabieram się do pisania…

Kosovo je Srbija. Czytaj dalej »

Przedwojenne szlagiery

    Ostatnio słuchałem niezwykle interesującej audycji w I Programie Polskiego Radia. Dotyczyła ona m.in. Eugeniusza Bodo. Był to prawdziwy człowiek orkiestra. Syn Polki i Szwajcara. Najpopularniejszy aktor międzywojnia (obok Adolfa Dymszy) i piosenkarz (obok Mieczysława Fogga). Oprócz tego, że był aktorem i piosenkarzem, to również : producentem, właścicielem wytwórni filmowej etc. Aczkolwiek w audycji puszczane były jego przeboje, które cieszą się nieśmiertelną sławą do dziś. Dlatego też postanowiłem w tym miejscu nostalgią pojechać i wkleić kilka przedwojennych szlagierów…

Tutaj razem z Adolfem Dymszą (tą piosenkę znamy chyba wszyscy z dzieciństwa):

/wordpress naprawił już co miał naprawić więc kończę(poniżej) co zacząłem (powyżej/

Czytaj dalej »

… in progress.

Czasowo nie mam weny aby skończyć ten wpis (tak naprawdę to książki z której chciałbym zamieścić jeden cytacik…).

 Pada deszcz. Śniegu brak. Pogoda pod psem. Ale za to dziś obchodzone jest jedno z najważniejszych świąt w roku (nawet przez ateistów i pogan - czczą oni na swój sposób biskupa Walentego). Oczywiście żartuje. Ani ono ważne, ani święto. Dla marketingowców wręcz przeciwnie. Komercja wyrywa nam świętych i świętości - Św.Walenty i Św.Mikołaj to najbardziej znane tego przykłady. Dlatego niestety Walentynki jako żywo kojarzą się z marketingowym Bożym Narodzeniem(X-mass). W centrach handlowych zaraz gdy znikną choinki i ozdoby bożonarodzeniowe pojawiają się serduszka etc. Z jednej więc strony żywiąc niechęć do tak propagowanych Walentynek przeciwstawiamy się komercjalizacji życia i obchodzeniu sztucznych świąt z importu. Z drugiej jednak strony św.Walenty jest nasz, nasz łaciński, więc jakby pozbyć się tej handlowej warstwy kiczu to wyszedłby spod niej święty katolicki z krwi i kości.

Czytaj dalej »

Yerba mate(izm)

To było kilka lat temu. Dostałem w prezencie z Chile jakąś torebkę z napisem yerba mate. Wyglądało jak suszona trawa, a po zalaniu wodą jak paprochy. Smakowało jeszcze gorzej. W zestawie dostałem również drewniane: naczyńko do picia (taki jakby kubek – tykwę) oraz bombillę (czyli coś a’la rurka do picia). Oczywiście jako profan i człowiek wybitnie uzdolniony musiałem to zepsuć ;-). Bombilla się zatkała a tykwa zaginęła. Tak zaczęła się moja przygoda z yerba mate, która trwa po dziś dzień…

Czytaj dalej »

Jakiż to język martwy, skoro nie więdnąc przetrwał tysiąclecia… (Tuwim)

 

W założeniach miał być to króciutki tekst o wymowie. Nie cierpię włoskiej łaciny (język włoski kocham!). Stwierdzam jednak, że mały wstęp muszę napisać zanim przejdę do rzeczy…

Czytaj dalej »

Older Posts »