Krówki lubię bardzo. Ale tylko te PRAWDZIWE.

W woskowatym papierku, wyglądają zupełnie jak z minionej epoki. Ale są one najlepsze (ostatnio jakby troszkę się pogorszyły).Innych nie toleruję (nie toleruję też innych rzeczy zgodnie ze staropolskim – “tolerancja nie jest cnotą. To ostateczność”). Krówki muszą być kruche. Jak trochę posiedzą w szufladzie to są KOSHER. No i właśnie w tym problem. Kilo krówek mi już z tej szuflady wyparowało. No bo wszyscy lubią moje krówki;-). A problemem jest podaż. Występują one tylko w nielicznych sklepach a jak już są to wkrótce ich nie ma.
Na szczęście mam jeszcze zapasy gumolitek Haribo.W drugiej szufladzie…

Haribo to smak radości i dzieciństwa (ponoć w niektórych krajach jest to podstawowy element studenckiej diety – ach biedni Ci zachodni studenci;-) ).
Konsumpcję zaczynam od pomarańczowych a kończę na ananasowych, bo jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma i się nie wybrzydza…
Hmmm…. kiedy krówki są świeże, to nie są kruche…. takie właśnie lubię najbardziej!
Szanowny Kolego Bystrzaku, tutaj musze stanowczo zaprotestowac. Moze kolega ma racje jezeli chodzi o teorie gier, fizyke kwantowa (w przypadku ruchu krzesla), ale z krowkami to nie taka prosta sprawa.
Ich kruchosc lub ciągliwosc to nie rozne stany tego samego rodzaju krowek. To nie jest tak, ze nieswieza krowka robi sie krucha. Jest bowiem kilka ( 6) rodzajow krowej. Sa m.in. ciągliwe (slynne geboklejki) i kruche. Pamietam wyklad prof. Hawkinga na ten temat. Przez 7 lat tez probowal rozwiazac zagadke stanow “skupienie i lamliwosci” krowek. Nie udalo mu sie i zrezygnowany postanowil zajac sie popularyzacja fizyki.
Jednoczesnie bardzo mnie cieszy, ze Sz. Kolega keen.me, postanowil zajac sie ta tak istotna dla naszego narodu sprawa i zapomnial o takich drobnych problemach jak np. ksiazka Grossa.
Pozdrawiam serdecznie, mietoszac w ustach toffee fee.
Jak mawiali starożytni sądeczanie : “De gustibus non disputandum est”. Ale mordoklejki? Co to, to nie!
BTW – właśnie pije sok z kaktusa…
Szanowni koledzy,
nie o gustach mowilem. Odnosilem sie do wypowiedzi “Bystrzaka”, ktory mowil “kiedy krówki są świeże, to nie są kruche” !!!
“Aliis alia placent”, ale co do mordoklejek to sie zgadzam.
Co do “gumolitków”. Czy raczej “gumolidków”.
To kolejny przyklad poprawnosci politycznej. Gdzie one maja narzady plciowe?
Co nie zmienia faktu, ze ich smak jest cudny. Kiedys jadlem taka odmiane posypana chyba cukrem pudrem – byly the best.
PS. Nowy rekord, wlasnie stworzylem 125 blog.
Chciałam coś dodać na temat krówek:) Wiesz, że jeszcze przed tym jak Ci się skończą powinnam przynajmniej jedną dostać:) I to taką prawdziwą, ciągnącą się krówkę z prawdziwego toffi:)
O albo żelki, tylko najlepiej w kwasku cytrynowym:)
Nic nie przebije smaku CHALWY, w Empiku pojawila sie taka o o konsystencji waty cukrowej. Male kłąbki waty cukrowej o smaku chalwy, orgazm w ustach.
Na drugim miejscu najlepszych slodyczy u mnie są Michalki, na trzecim ptasie mleczko (waniliowe obgryzana najpierw czekolada a potem srodek) i Princessa kokosowa.
Nic nie przebije jednak smaku czosnku !!!
W Michałkach są larwy…
Szanowna Pani “.nia”,
nie wiem gdzie Pani robi zakupy, ale tam naprawde nie ma larw (chociaz kiedys znalazlem Michalka na ulicy i byly w nim mrówki). To sa kawalki orzeszkow. Te orzeszki sa zrywane w lasach w Paszynie (male zaglebie orzechowe kolo NSacza), przez ponetne miejscowe kobiety, ktore w samych przepaskach biodrowych i rozowych japonkach wspinaja sie na drzewka i wybieraja najlepsze okazy orzeszkow do Michalkow. Potem pocieraja kazdego orzeszka o swoj rumiany slodki policzek, i stad niepowtarzalny smak Michalkow.
Z ptasim mleczkiem i Princessa sprawa jest ciut inna.
Ciao