Dziś napiszę parę słów o najlepszym aktorze francuskim. Z prozaicznego powodu – dziś przypada 25 rocznica jego śmierci. Reqiescat in Pace!
Zagrał w sumie w 146 filmach. Najlepsze z nich zgromadziły przed ekrany kin ponad 150 mln widzów.
Jego filmy można oglądać po kilka razy / i wcale się nie nudzą/. W swej profesji był perfekcjonistą w każdym calu. Niektóre sceny powtarzał po kilkadziesiąt razy aż do osiągnięcia satysfakjonującego go rezultatu.
Filmy z udziałem Fufu bawią ludzi w każdym wieku. Obca im jest prostota (uliczna) jaką niestety widzimy w dzisiejszych produkcjach, a częstokroć ukryte jest w nich jakieś przesłanie… Postacie przez niego kreowane wyznają niezachwiane zasady, są zachowawcze, które jednak potrafią działać i stawiać czoła problemom, biorąc się z nimi za bary. Jednocześnie są one konserwatywne, nieprzystające do nowości, tradycyjne…
Każdy chyba widział takie pozycje jak m.in. (klasyka po prostu):
- Żandarm z Saint Tropez
- Żandarm w Nowym Jorku
- Żandarm się żeni
- Żandarm na emeryturze
- Żandarm i kosmici
- Żandarm i policjantki
- Fantomas
- Fantomas powraca
- Fantomas kontra Scotland Yard
- Panowie dbajcie o żony
- Skrzydełko czy nóżka?
- Wielkie wakacje
- Mały pływak
- KOKO
- Człowiek orkiestra
- Mania wielkości
- Gamoń
- Człowiek z tatuażem
- Zawieszeni na drzewie
- Wielka włóczęga
- Sławna restauracja
- Oskar
- Skąpiec
- Hibernatus
- Napad na bank
- Przygody Rabina Jakuba
- Zawieszeni na drzewie
- Kapuśniaczek
- etc.
- etc.
Louis de Funès był mistrzem i geniuszem w jednej osobie. Lecz, to zauważa każdy. Dlatego postanowiłem napisać też o drugiej stronie medalu, która jest mniej znana…
Louis de Funès prywatnie to zupełnie inny człowiek. Najważniejsze dla niego to przede wszystkim rodzina, wieś, róże, ryby. Był też wiernym synem Kościoła (w jego najstarszej, upadłej córze – Francji).
W 1967 r. postanowił kupić dla swej familii położony około 30 km. od Nantes zamek Clermont-sur-Loire. Gdzie ostatecznie osiadł i odpoczywał po ciężkiej pracy. Był zapalonym ogrodnikiem (uczęszczał nawet na kursy do Wersalu, gdzie przyswoił sobie sztukę przycinania krzewów). Jednakże jego najwiekszą pasją byłt róże. Jego rozarium jest legandarne a jedna z odmian (pomarańczowa), którą wyhodował nosi jego imię.
Na codzień był bardzo niepozornym człowiekiem, szukającym odpoczynku i spokoju. Dla dziennikarzy było to ogromną wadą – był normalny i nieciekawy. W każdą niedzielę mieszał się z tłumem na mszy. Wspierał też gorąco działalność wiadomego Bractwa. Przepisał nań znaczną część swojego majątku (we Francji ciągle istnieje prawo spadkowe z czasów Rewolucji, które grabi spadkobierców obkładając ich niebotycznymi podatkami, dlatego najczęściej spadkodawcy dysponują swoim majątkiem jeszcze za życia), dawał datki na dach Saint Nicolas du Chardonnet i na przeorat w Nicei czy Cannes czy też seminarium we Flavigny. Jednakże unikał rozgłosu. Był skromny. Jego maksymą były słowa “kiedy czynisz dobrze nie warto o tym mówić.
Kiedyś w rozmowie ze swoim przyjacielem księdzem Mauricem powiedział, że ma nadzieję, że św. Piotr nie będzie pamiętał o jego błazenadach i wpuści go do raju.
Zmarł na serce 27 stycznia 1983 roku. Wielkim człowiekiem był.
<<Vous êtes croyant ?
- Bien sûr, bien sûr.
- Depuis longtemps ?
- Depuis toujours…Jésus était le compagnon radieux de mon enfance, c’est le compagnon radieux de ma vie professionnelle et de ma vie tout court.
- Est-ce qu’il vous a aidé dans votre vie professionnelle ?
- Toujours. J’ai eu beaucoup de chance et c’est sûrement grâce à lui.
- Quelle image avez-vous de Jésus ?
- Selon les images de mon catéchisme, c’était toujours quelqu’un de très frêle, blond et l’on sentait qu’au moindre coup de vent il s’envolerait…Alors qu’il était le fils d’un charpentier. Je crois moi que c’était un gaillard qui mesurait 1,90m, d’une puissance extrême et qui devait avoir des biceps comme ça ! Quand il mettait à la porte les marchands du temple, il devait les prendre par trois et…Hop ! Il parlait très fort, faisait des gestes…C’était un meneur d’hommes et moi, je le vois riant beaucoup. On ne le représente jamais en train de rire. Je suis sûr qu’avec les apôtres, il rigolait énormément. Je le vois en train de marcher sur les eaux disant à saint Pierre : « viens, essaie voir ». Et l’autre de faire Plouf..Tous les apôtres rient…Au cours de la même émission, Funès confie à Béart : « Je rêve de tourner un film sur les Evangiles. Avec de la joie. Il s’agissait de gens comme nous. »
Le ton grave revient lorsqu’il répond à la question : « Et Jésus, vous le voyez tout le temps ? – Je ne le vois pas, je le sens… »Zrodlo : Eric Léguebe, Louis de Funès, Roi du Rire, p.130

Jego filmy wcale jakas tam wyzsza kultura nie byly. Ba, w tamtych latach byly postrzegane tak jak ty postrzegasz wspolczesne – prymitywne komedie. Jego ciut wodewilowy humor jest malo smieszny a gra aktorska tragiczna. Jego mimika ogranicza sie 14 roznych pozycji twarzy i po 3-4 filmach juz malo smieszy. Sukces odniosl praktycznie tylko dlatego ze wbil sie w swietny moment. Moze zlosci cie dzisiejszy humor – prosty i prymitywny, ale LdFunesowi nie przypisuj lepszego. Jedynie czasy sie zmienily. Obecnie Sienkiewicz jest jednym z najwspanialszych, najlepszych itd pisarzy polskich. 100 lat temu byl postrzegany przez inteligencje tak jak my postrzegamy masowych pisarzy. Jego “prymitywne” pisarstwo uwazano za nadajace sie jako lektura w pociagu itp. Teraz to lektury – wysoka kultura.