Ostatnio słuchałem niezwykle interesującej audycji w I Programie Polskiego Radia. Dotyczyła ona m.in. Eugeniusza Bodo. Był to prawdziwy człowiek orkiestra. Syn Polki i Szwajcara. Najpopularniejszy aktor międzywojnia (obok Adolfa Dymszy) i piosenkarz (obok Mieczysława Fogga). Oprócz tego, że był aktorem i piosenkarzem, to również : producentem, właścicielem wytwórni filmowej etc. Aczkolwiek w audycji puszczane były jego przeboje, które cieszą się nieśmiertelną sławą do dziś. Dlatego też postanowiłem w tym miejscu nostalgią pojechać i wkleić kilka przedwojennych szlagierów…
Tutaj razem z Adolfem Dymszą (tą piosenkę znamy chyba wszyscy z dzieciństwa):
/wordpress naprawił już co miał naprawić więc kończę(poniżej) co zacząłem (powyżej/
Tę melodię nuci się przed randez-vous:
A tę już po
: (Piękna scena z piękną aktorką przedwojenną – Heleną Grossówną)
Gdy przy szlagierach jesteśmy to oczywiście należy wspomnieć Mieczysława Fogga. Odegrał on w powojennej Polsce rolę naszego, krajowego Goethego. Jego “Ostatnia niedziela” (podobnie jak “Cierpienia młodego Wertera”) były natchnieniem do wielu samobójstw z powodu nieszczęśliwej miłości. Amanci przychodzili do po ostatnim spotkaniu z ukochaną, do kilku warszawskich restauracji, zamawiali u orkiestry utwór Fogga a potem strzelali sobie w głowę i “niechaj wali się świat”…
Oczywiście było też drugie wyjście. Tę piosenkę lubię najbardziej. Jest śliczna:
A o Janie Kiepurze będzie innym razem…