Wczoraj była niedziela laetare. Czyli tradycyjne przełamanie postu (Kościół nakazuje nam się radować aby post nam się nie przykrzył
). Było miło.
W związku z tym kontynuuję serię serialową, gdyż parę nowych pozycji w wolnych chwilach moje piękne oczęta widziały…
Shark i American Dad trzymają poziom, tak samo Two and a half man (z Charlie Sheenem), Boston Legal również (szczególnie odcinek w którym Danny Crane wstrzykuje sobie botox w czoło).



Z czystym sumieniem chciałbym jednak polecić dwie nowe serie:
Just Legal
Osobiście mój faworyt w zestawieniu wszystkich serii prawniczych. W roli głównej Don Johnson(jakoGrant Cooper). Gra cynicznego prawnika, niegdyś ze świecznika (poniósł on swego czasu porażkę gdy nie zaakceptował ugody przedprocesowej a jego klient w procesie został skazany na karę śmierci). Od czasu swego niepowodzenia przestał przykładać się do swej pracy traktując ją na – odwal się. Zdarza się, że w ogóle nie czyta akt swoich klientów, akceptując tylko ugody… To wszystko jednak do czasu. Grając w golfa poznaje młodego chłopaka – wybitnie uzdolnionego Davida Rossa (pseudonim Skip – ze względu na to jak wiele stopni w życiu już przeskoczył). Skip ma 18 lat i jest absolwentem prawa. Nie mogąc znaleźć pracy o jakiej marzył (w wielkiej korporacji prawniczej) zatrudnienie znajduję u Granta Coopera. Obaj wzajemne się uzupełniają a Cooper stopniowo wraca do formy.
Serial poniósł klęskę w USA. Nakręcono tylko 8 odcinków (po pierwszych trzech zawieszono emisję dalszych, ale z czasem pokazano całość). Zawinił producent (Warner Bros) źle oznaczając target i fatalna promocja. Aczkolwiek jest on dobry. Nawet bardzo dobry.
—
Tudorowie (The Tudors)

Kolejny serial historyczny, a właściwe dramat historyczny wieloodcinkowy (sezon I to 10 odcinków, sezon II się produkuje…) I nie ma powodów do wstydu porównując go do Rzymu…
Co prawda akcja toczy się w innych realiach, bo w czasach Henryka VIII, ale jest on równie wciągający. Opowiada historię wczesnego panowania młodego Henia i jego przygody. Ale tu uwaga – historii przedstawionej w filmie nie należy brać dosłownie. Troszkę się fakty(historyczne) różnią, od tych przedstawionych w serialu. Aczkolwiek ogląda się dobrze i wciąga. Aktorom, zdjęciom i scenografii nie można niczego zarzucić. Jako wstęp polecałbym jednak film “Oto jest głowa zdrajcy” – jest to historia sir Thomasa Morusa.
It’s good to be King (jak mawia główny bohater).