To był 1 maja 1994 r. Miałem nawet zaproszenie. Jednak z przyczyn rodzinnych nie mogłem w ten weekend jechać do San Marino na tor Imola…
Jest pewna doza ryzyka w sportach motorowych, zwłaszcza w Formule 1, ale to jej immanentny element. Więc za każdym razem, kiedy się jedzie, czy to na testach, czy to w wyścigu, jest się wystawionym na pewne niebezpieczeństwo, ryzykuje się. Element ryzyka jest w to wszystko wkalkulowany, ale są też niespodziewane sytuacje, które mogą się wydarzyć i wtedy traci się życie w ułamku sekundy. W takich sytuacjach nagle człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że jest niczym i że może za chwilę zginąć. To jest częścią życia kierowcy wyścigowego i jeżeli nie potrafi się stawić temu czoła w sposób chłodny i profesjonalny, to powinno się to wszystko rzucić i nigdy więcej nie robić. Tak się składa, że ja za bardzo lubię to, co robię, żeby to rzucić. Nie mogę tego rzucić. To jest część mojego życia.
Ayrton Senna
Wyścig San Marino okazał się pechowy. Jeden z najbardziej utalentowanych kierowców w historii zginął tragicznie na torze Imola. Był to jego trzeci wyścig w barwach Williams Rothmans Renault. Bolid okazał się niebywale zawodny. Aryton narzekał na zbyt ciasną kabinę i złe ustawienie kolumny kierownicy. Przed wyścigiem nieudolnie skrócono ją (prawdopodobnie pękła przez co Aryton nie mógł zapanować nad bolidem). Konstrukcja ta nie wytrzymała obciążenia i kolumna złamała się odbierając Sennie możliwość zmiany kierunku jazdy. Senna zdążył zwolnić z około 300 do nieco ponad 200 km/h w przeciągu sekundy od chwili złamania kolumny kierownicy do uderzenia w ścianę. Bezpośrednią przyczyną śmierci były urazy czaszki Ayrtona. Prawe koło wraz z elementami zawieszenia oderwało się i uderzyło Sennę w głowę…
Ten skromny kierowca wyścigowy nie ukrywał swojej wiary. Często urządzał sobie prywatne rekolekcje w przyczepie zaparkowanej na tyłach toru. W przeddzień wyścigu szukał też w miasteczku kościoła, gdzie mógłby się pomodlić za wstawiennictwem Matki Bożej…
Przyznam się szczerze – płakałem jak umarł. Requescat in Pace!
/ w przyszłości uzupełnię ten wpis – nie mam teraz dostępów do moich archiwalnych zasobów motoryzacyjnych… /
maksymalna predkosc na drogach to 120 km/h. Skoro sie jedzie 300 km/h to nie dziwia wypadki. Ilu pieszych ginie co roku przez takich szalencow.